martes, 13 de octubre de 2015

POW WOW EN LA RESERVA INDIA DE ROCKY BAY.

Sin ninguna duda, una de las aventuras mas formidables de nuestro periplo en Canada, llego el día en que acabamos en un POW WOW, que es una reunión de los pueblos nativos de Norteámerica.
Cuando se acercaba la noche en Thuder Bay mientras hacíamos autostop, un coche se paró a recogernos, en su interior una pareja de indios nativos Ojiwba, llamados Amede y Robin nos propusieron ir a su Reserva India y disfrutar como invitados del Pow Wow que ese fin de semana tendría lugar allí con motivo de la Luna llena.....nuestras sonrisas no soportaban tamaño regalo del destino.
Llegamos allí y acampamos junto a varios nativos que enseguida nos adoptaron como amigos, nos invitaron a comida y a disfrutar del evento como uno mas.
Este Pow Wow, duró dos días, y en el trascurso de esta reunión en la Reserva India de Rocky Bay, no dejó de sonar la música en los tambores de los jóvenes y ancianos en ningún momento. Esta música nos hipnotizo por completo, sus cánticos eras asombrosos y el ritmo era pura magia.
En este tipo de reuniones .los indios nativos venidos de comunidades vecinas, bailan ataviados con sus mejores trajes. Tanto las mujeres como los hombres, y también los mas jóvenes bailan durante dos días en una especie de competición, en la que la vistosidad del traje, el baile, el ritmo y el amor por sus ancestros es recompensada con la gratificación del público.
Es un evento mágico, donde las danzas, la música dan paso a socializarse y honrar a sus ancestros y su cultura. Fue uno de los fines de semana mas alucinante de nuestro viaje, pues muchas veces nos mirábamos como diciendo ¿como hemos podido acabar aquí?.
La gente fue extremadamente hospitalaria con nosotros, pues nos invitaron a tomar algo en sus casas o incluso nos invitaron a ser participes de rituales ancestrales como el de la luna llena, que nos llenó de emoción. Nos invitaron varias veces a salir a bailar al círculo sagrado, a dar vueltas al ritmo de la mas maravillosa músicas entre aquel colorido de gente, de plumas y sonrisas.
Fue extraordinario poder disfrutar de aquel Pow Wow, de haber conocido a tanta gente y de haber creado nuevas amistades como la de Jackie.
JACKIE, no solo nos animo a bailar cada día, no solo nos explico cada cosa, cada baile, sino que al finalizar el Pow Wow nos invitó a su casa, situada en otra Reserva India a unos 200km llamada Pays Plat. Thanks for your Hospitality!
Hoy siento que no acabamos allí por mera coincidencia, sino que el destino, el Universo nos empujo allí por alguna razón, una razón que quizás solo sepan las águilas, que sobrevolaron ese cielo esos días.......






































"We don't meet people by accident. They are meant to cross our path for a reason."

Stuck in Thunder Bay we were beginning to lose our patience and hope for a ride.
Then a car stopped and all our plans changed.  Amede and Robin are Ojibwa from Rocky Bay First Nation and they proposed us to go with them to the reserve. It was full moon and it was Powwow and off course we didn't want to miss that.
We knew it was going to be good, but what we found there was lifechanging. 
Yes, the colours, the joy, the festive atmosphere, beautiful costumes and hypnotic tribal music (listen to that!) were all amaizng. But what touched us the most was the kindness of the people, their pride of beeing who they are and their fight to save their own identity, that was beeing robbed from them for so many years. I can't even describe all the feelings and the thoughts that crossed my mind during the weekend spent at Rocky Bay. Respect for the wisdom of their ancestors, sadness for what is gone, joy for what is left, soulfull connection of the gathering, shame for sharing the same blood with people who wanted to destroy this old, amazing culture (read about the genocide and Residential Schools here, here and here)... but most of all I felt that I am whole, that I'm in the right place at the right time with my friends, that I am at home.
We gathered and made protective braids of sweet grass, sacrified tobacco and took part in a full moon ritual. We danced in the ring, watched the big entrance and met amazing people, one of whom- Jackie, invited us to stay with her in her reserve in Pays Plat.
This whole adventure was by far one of the magical, incredible moments of this trip and of my life. Thank you all for making such a huge impact on me and for the change you caused!

Ludzi nie spotyka się przez przypadek. Nasze drogi krzyżują się z jakiegoś powodu. Tego nauczyła nas przygoda w indiańskim rezerwacie.
Traciliśmy już nadzieję na to, że ktoś się wreszcie zatrzyma żeby nas podwieźć. Wtedy, tuż przed zmrokiem pojawili się Amede i Robin- para Indian Ojibwa z rezerwatu Rocky Bay. Zaproponowali nam, abyśmy dołączyli do mające właśnie miejsce zgromadzenia Powwow. Bez zastanowienia się zgodziliśmy i zostaliśmy cały weekend!
Od początku mieliśmy poczucie, że dzieje się coś niezwykłego, ale rzeczywistość przerosła wszelkie oczekiwania!
Było kolorowo, wesoło, przepiękne własnoręcznie przygotowywane kostiumy, tradycyjny taniec w okręgu, hipnotyzujący śpiew (posłuchajcie TUTAJ), wspólne uczty, ogniska, wielkie wejście i rytuały. Wszystko to nas oczarowało, ale ten weekend znaczył dla nas o wiele więcej. Spotkaliśmy się tu z nieopisaną wręcz życzliwością ludzi, którym odebrano tak wiele, a którzy mimo to potrafią cieszyć się tym co mają. Nie jestem w stanie opisać tej mieszanki uczuć z którą wiązał się nasz pobyt w Rocky Bay. Burza myśli i odczuć towarzyszyła nam przez cały czas, szacunek dla tradycji i wiedzy tego ludu, smutek i nostalgia za tym co zagubiło się w wirze historii, radość, że mimo wszytko udało się tyle zachować, duchowa więź z ludźmi wokół; wstyd, za całe zło, do którego dopuścili się pionierzy i biali imigranci (poczytajcie:tu, tu i tu i posłuchajcie)... przede wszystkim jednak czuliśmy, że jesteśmy u siebie: w domu, otoczeni przyjaciółmi.
Razem zbieraliśmy turówkę wonną i plotliśmy z niej ochronne warkocze, składaliśmy ofiarę z tytoniu, jednego z czterech świętych ziół, braliśmy udział w oczyszczających rytuałach z okazji pełni księżyca. Zaproszono nas też do tańca w okręgu, podczas którego w czasie pieśni orła nad okręgiem nadleciało sześć orłów!
Poznaliśmy wiele cudownych osób. Wiele z tutejszych Indian ma w sobie również polską krew (rejony te gęsto zasiedlone zostały przez Polaków na początku 20w). Znachorka Jackie zaprosiła nas do swojego rezerwatu Pays Plat- z zaproszenia oczywiście skorzystaliśmy, a Jackie to wspaniała kobieta.
W skrócie? Weekend na powwow to jeden z najpiękniejszych i najbardziej magicznych momentów naszej podróży, ba... życia. To jedno z przeżyć, które głęboko zachodzą za skórę, zmieniają i dają wiarę w ludzkość.

1 comentario: