lunes, 22 de enero de 2018

CARBETS

Uno no podría entender la vida en la Guayana Francesa sin entender todo lo que significa "Carbet".
Si bien "Carbet" es la palabra local para definir las cabañas de madera abiertas, situadas en plana naturaleza. En su significación deberíamos añadir que son algo mas que eso.
Los Carbets son la ocasión de reunirse con los amigos, de disfrutar de fines de semana en plana naturaleza, de divertirse, de relajarse y sobre todo de compartir y comprender el modo de vida guyanés.
Hay carbets dispersados por toda la geografía, muchos privados( aunque se puede pernoctar en ellos sin mayor problema si los dueños no están y se respeta el lugar).
Nosotros hemos tenido la suerte de haber descubierto una infinidad de ellos, nuestros amigos aman esa forma de vida y de reunirse, y nos han llevado a descubrir carbets en los diferentes ríos del país, en las entrañas de la selva o incluso en las playas.
Yo particularmente amo y disfruto mucho ir a los carbets, dormir en las hamacas, salir a recorrer la selva, bañarse en los ríos, hacer deportes o compartir el día con los amigos en torno unas cervezas o comida hecha a la leña.
Siempre tendré gratitud a nuestros amigos, por habernos llevado en sus piraguas a lugares tan hermosos donde construir nuevas memorias.
Carbet, es sin duda una de mis palabras favoritas del francés de Guayana.





































Carbets (I already wrote about them in our last post). There are so many of them here in Guiana and they are everywhere- at lakes, creeks and riverbanks and inside the jungle. They are the first and best option when you think of celebrating birthdays. long weekends. saturday nights or simply random evenings during the week. Carbets are the remedy for people with free time without plans.
They are the very essence of caribbean way of life.... take it easy, don´t worry and enjoy life.
Here you spend time with friends and family, fish, play games, swim, barbecue and go for walks in the nature...because here you are always close to her.

Carbets, czyli otwarte chatki, o ktorych pisalam w poprzednim poscie, Sa wszedzie, zawsze otoczone zielenia, nad jeziorami i rzekami, w dzungli. Sa najciekawsza i najbardziej oczywista opcja weekendowa, urodzinowa a nawet na popoludniowy chill out w srodku tygodnia. Jesli masz wolny czas, w Gujanie najprawdopodobniej spedzisz go w carbet. To taka karaibska wersja ogrodkow dzialkowych, bedaca kwintesencja wyluzowanego zycia. Co robi sie w carbet?Na co tylko masz ochote: lenistwo jest dozwolone, oprocz tego mozna poplywac, lowic ryby, grac w gry stolowe, odespac caly tydzien w kilka godzin na hamaku. Mozna tez przejsc sie po puszczy, w poszukiwaniu wodospadow i dzikich zwierzat.

viernes, 15 de diciembre de 2017

CRIQUE GREGOIRE.

La "Crique" Gregoire se encuentra sobre el río Sinnamary, a una media hora desde el embalse de "Petit Saut" en piragua.
Durante el tiempo que llevamos en Guyane hemos tenido la oportunidad de poder disfrutar de este lugar varias veces, gracias a nuestros amigos que nos han llevado tanto a pasar el dia como a pernoctar en un "carbet" en nuestras hamacas y pudiendo hacer expediciones nocturnas para buscar la fauna a la luz de las estrellas.
Ademas, para llegar a las cascadas uno debe andar entre una y dos horas entre la selva, regalandose con los colores, los sonidos y la grandeza de la vida.
Navegar por la inmensidad del Sinnamary y por las entrañas de crique Gregoire es alucinante, divertido y sobretodo hermoso, con todo lo que la naturaleza ofrece.
Naturaleza y amigos, siempre son un plan perfecto.


































Petit Saut Dam on the side of river Sinnamary

(EN)
When you live in Guiana, you will sooner or later need to learn what´s a crique. In french the term is usually used to describe a small baym but in Guiana it´s meaning lies very close to the english creek-it´s actual ethymological root. A crique is a tiny forest river. There are lots of them here in Guiana and most of social/ outdoor life of the region concentrates on these little creeks and carbets- open wooden cabins, that are built all over Guiana at riverbanks.
Yeps.... I am convinced that Guiana can be described by only these three terms: crique, carbet and ti´punch (a drink made with rhum, lime and sugarcane syrup).

Our first few real (overnight) crique/carbet advantures were at Crique Gregoire, a creek that joins the Sinnamary river just before the dam of Petit Saut. We had the opportunity to spend some time here with some young biologists (and privately our friends), who made our iniciation in the local carbet way of life.
The carbet (wooden cabin) is only available by boat, and on the few occasions we had taken the small boat on all the possible times of day and night, in rain, sunshine and early morning fog. We had the opportunity to explore the other surrounding creeks, come face to face with wildlife (birds, boas, caimans. insects, fish and amphibians...)
The highlight of Crique Gregoire is the cascade (Chute Gregoire). In order to get there, you need to traverse the jungle and several creeks (we did the the best possible way-barefoot!). The sweaty walk through the tropical forest takes about an hour, but is absolutely stunning!And the cascades are not only a beautiful, sacred space, where you feel close to the heart of nature.... it´s waters are also the best refreshing you could ever ask for after running around in the jungle.

*********************************
(PL)

Mieszkając w Gujanie szybko odkrywa się jądro, wokół którego kręci się tutejsze życie. Są to trzy słowa: crique, carbet and ti´punch. Ok... to trzecie to tak naprawdę dwa slowam a jego definicją zajmę si przy innej okazji (to tutejszy koktajl na bazie rumu).
Skupmy się jednak na dwóch pozostałych, bo staną się one bazą do większości naszych opowieści o Gujanie,
Gujana jest miejscem podmokłym, niemalże płaski terez pokrywają prawie caslkowicie tropikalne lasy poprzecinane gęstą siecią rzek i strumyków. Te małe rzeczki i strumienie to właśnie crique. Słowo to pochodzące od angielskiego creek, zachowało w Gujanie swoje pierwotne znaczenie (w metropolii jest używane rzadko i tylko aby opisać małą zatokę na łódki). 
Życie społeczne, rodzinne spotkanie, firmowe imprezy, długie weekendy, leniwe popołudnia, wypady na ryby.... wszystkie one skupiają się właśnie nad tymi niezliczonymi strumykami, dopływami większych rzeczek, które z kolei łączą się w rzeki itd. Mapa regionu jest naprawdę o wiele ciekawsza jeśli się skupimy na ciekach wodnych, zamiast sieci dróg (bo o sieci w tym drugim przypadku mówić nie można.....) Wodny labirynt zdecydowanie sprzyja więc rzecznej turystyce.... dzięki czemu zrozumiałe jest, że większość tutejszych rodzin posiada lodkem albo chociaż kajak, a często myśl o kupnie motoru do łódki pojawia się zanim przychodzi czas na samochód....
Aby jednak nad rzeczkami móc wygodnie spędzać czasm potrzebne jest drugie słowo klucz, czyli carbet, Jest to chatka letniskowa.... a raczej dach na drewnianych palach, Taka otwarta konstrukcja, której korzenie leżą w budownictwie amazaonskich indian, jest tu bardzo typowam a jej otwarty charakter jest zrozumiały w klimacie gdzie ochrona przed słońcem i deszczem jest priorytetem, ale biorąc pod uwagę wysokie temperatury, wentylacja jest niemal równie ważna..... 
Carbet posiadają niemal wszyscy, A jeśli nie mają własnego, to ktoś z ich rodziny lub przyjaciół ma. Są też carbets które należą do instytucji, które można wypozyczacm rezerwować..... choć oczywiście squatiowanie jest też dość popularne.... szczególnie w ciągu tygodnia, kiedy spotkanie właścicieli jest mniej prawdopodobne.... ale tę historię pozostawię na inną okazję.
W carbet śpi się w hamaku. scenariusz jest prosty. Pada hasło Carbet. Organizuje się transport (niektóre carbet dostępne są samochodem, do większości trzeba dopłynąć łódką). Szybkie zakupy prowiantu w ¨chinczyku¨ na trasie..... A po dotarciu na miejsce błyskawiczne rozpięcie hamaka. I tyle.... można się już skupić na kąpielach w rzece (jeśli nie ma w niej kajmanów), wakeboardm łowienie ryb, gry na świeżym powietrzu,hamakowa drzemka pod pretekstem czytania, grill, ognisko.... No wiecie o co chodzi?

Jedną z naszych pierwszych wycieczek pod znakiem crique/carbet były kilkakrotne wyprawy na Crique Gregoire. Rzeczka ta, będąca dopływem rzeki Sinnamary, łączy się się z nią tuż za tamą Petit Saut. Dotrzeć do niej można jedynie drogą wodną. My co prawda łódki nie mamy, mamy za to znajomości, czyli naszych przyjaciół, biologów, którzy pracują przy tamie, badając m.in jej wpływ na środowisko. Oni właśnie mają łodzie oraz dostęp do carbet na rzece!W dodatku zdaje się że lubią z nami spędzać czas, więc Crique Gregoire poznaliśmy o wszystkich porach dnia i nocy, ciesząc się także wycieczkami na inne okoliczne rzeki oraz poznając prod ich wprawnym okiem okoliczną faunę i florę.
Największą atrakcją na rzece Gregoire, oprócz kajmanów i nocnych wypraw łodzią oraz gęstej dżungli odbijającej się w tafli wody, jest wodospad noszący tę samą nazwę, co rzeka. Aby go odnaleźć, trzeba przygotować się nas porządny spacer. Jest to ponad godzinny marsz przez dżunglę (zmęczenie można więc tu pomnożyć przez ilość potu, który po nas spłynie.... w końcu dżungla to taka tropikalna odmiana sauny). Trasę przecinają liczne potoki i strumienie, czasem dość wartkie-co zależy od pluywow morskich oraz poziomu wody regulowanego przez tamę. Strumienie te, sięgające miejscami po pachy, nie zawsze opatrzone są mostem(czyt. przewróconym drzewem), co sprawia że taki tropikalny spacer po lesie jest czasami lepszy niż wesołe miasteczko.... atrakcji nie brak. Wspominałam już, że jak na gujańczyków przystało, przez dżunglę maszerowaliśmy boso!?
Na koniec czeka jednak cudowną wisienką na torcie: wodospad i jego zimna, orzeźwiająca woda. Skały idelane do wspinaczki, szum robijajacej się o nie wody, gęsia skorka po zanurzeniu i cudowny szok temperaturowym kiedy czysta woda zmywa z nas to, co wycisneła z nas dżungla.
Tylko szkoda, że z takich magicznych miejsc trzeba czasem wrócić do rzeczywistości....