miércoles, 27 de julio de 2016

SANTA CRUZ DE LEÓN CORTÉS. LOS SANTOS.

Aprovechando que nuestro amigo Mainor debía ir a una  zona conocida como "Los Santos" (donde todas las localidades tienen el nombre de algún santo), no perdimos la oportunidad de poder conocer esta parte hermosa de Costa Rica.
Nuestro destino fue la pequeña localidad de Santa Cruz de León Cortés, donde nuestro amigo Mainor iba a trabajar con la Cooperativa agrícola del pueblo y donde nosotros, aprovechamos para recorrer esos paisajes que desde el coche ya nos habían cautivado.
En Santa Cruz de León Cortés fuimos indicados por un lugareño ha realizar una ruta de senderismo de 5 horas, atravesando las montañas y los parajes mas pintorescos de la zona.
Fueron cinco horas caminando entre hermosas vistas a ambas vertientes de la montaña, donde recorrimos y disfrutamos de plantaciones de aguacatales, cafetales, y lo que aquí llaman granadillas( passiflora ligularis) unas plantas trepadoras que dan una fruta riquísima y que aquí se producían en gran cantidad.
Durante el recorrido, en el que los caminos nos llevaban a disfrutar de zonas de plantaciones y de zonas boscosas, los animales y el aire fresco de estos lares nos proporcionaron un día inolvidable.
Seguramente Santa Cruz de León Cortés no sea uno de esos lugares que salga en las guías de viajes, pero la realidad es que este valle, donde la bondad del clima, la altitud y la tierra dan origen a un sin fin de buenas cosechas, posee color en cada esquina a la que la mirada de uno pueda llegar a perderse.
Siempre agradeceremos a Mainor esta excursión, que recordaremos por el atracón de granadillas y por la gentileza de sus pobladores.







Cafetales y bananeras.









Granadillas( passiflora ligularis )








Our friend Mainor had an event in the region of  Los Santos (where all the towns are called after saints) so we joined himon this one day trip and visited this beautiful part of Costa Rica. Already the route to get there amazed us with green scenery of mountains and coffee plantations. Our destination was  Santa Cruz de León Cortés. While Minor was busy working, we went on a short (turned to be quite long- around 15k) trek in the hills. The route stared between coffee trees, than led us on the green pastures on the top of the hills. The tastiest part of the day were the blackberry, avocado and granadilla plantations. Then we passed a deep forest to finally get back to coffee plantations...
We´ve completed the day with a ride on the back of a truck. 
Nasz przyjaciel Mainor mial zlecenie w regionie Los Santos (czyli Swietych- gdzie wszystkie miejsowosci maja nazwy  po roznych swietych), wykorzystalismy wiec okazje i wybralismy sie wraz z nim na jednodniowe zwiedzanie.
Wycieczka od samego poczatku byla ciekawa- bo trasa prowadzila przez piekna, gorzysta okolice. W miasteczku  Santa Cruz de León Cortés , podczas gdy Mainor pracowal, my wybralismy sie na krotki spacer, ktory wydluzyl sie nam spontanicznie do prawie 15 kilometrow. Wspinajac sie na szczyty okolicznych wzgorz mijalismy najpierw plantacje kawy, nastepnie zielone pastwiska a na plantacjach jezyn, awokado i grenadillas (odmiany marakui) najedlismy sie bardziej niz do syta. Byl tez spacer po lesie a w drodze powrotnej przejazdzka na pace ciezarowki. 

viernes, 17 de junio de 2016

TORTUGUERO, UN PARAÍSO NATURAL.


Cuando llegamos a Tortuguero una bocana da tranquilidad, naturaleza y ritmo caribeño nos dio la bienvenida. Aquel poblado incrustado en mitad de aquel impresionante Parque Natural sería nuestra morada por un par de días, y nuestras sonrisas delataban la intriga por descubrir hasta el último rincón de aquel lugar.
Las casas de madera coloreadas eran la frontera natural entre el río Tortuguero y el mar Caribe, en sólo 100 o 150 metros uno puede pasar de asombrarse con el oleaje del mar a quedar cautivo con la calma y verdor del río Tortuguero.
Es sin duda un lugar entrañable, primero por sus gentes, amables y hospitalarias. Nosotros pudimos acampar en casa de los capitanes de transporte, dándonos pues la oportunidad de descubrir el lugar con la llave incluida de la hospitalidad, una llave maestra que nos abrió después las puertas de la naturaleza , la calma y la alegría.
Durante los dos días que estuvimos por aquí, Laure, Marta y yo no paramos ni un instante. Recorrimos los 8km que hay de franja para llegar hasta la "Bokana" donde el río Tortuguero y el Caribe se pegan la fiesta constantemente mientras mezclan sus aguas. Recorrimos los senderos en busca de fauna, teniendo la suerte de ver un bebe Perezoso, loros, iguanas de mas de un metro e innumerables pájaros cantores entre otros.Recorrimos el pueblo de cabo a rabo en busca de comida, cervezas o alguna conversación, mientras los atardeceres nos llevaban al río o las mañanas al Caribe.
Tortuguero fue una hermosa experiencia, su color verde, la humedad, el calor, la tranquilidad del pueblo, la sonrisa de la gente, el bebe perezoso o los brindis al atardecer serán parte imborrable de este viaje construido a golpe de destinos irrepetibles.
Debemos decir que Tortuguero, tierra de Tortugas (sólo vimos en el río), no nos mostró esa cara peculiar que la hace ser una de las zonas de desove mas importantes del Mundo, pues no era la época aún. Pero pasear por la playa, leer sobre la historia del lugar e imaginar que la vida se apodera de aquella costa brutal y kilométrica me hizo percibir su energía, entonces brindamos con agua de cocos y supimos que daba igual verlas, que lo bonito, lo importante, era saber que aquel lugar les pertenece.
¡Gracias a Kendall por su hospitalidad en Tortuguero !











Bebe de Oso Perezoso.








Con Kendall que nos dejó abrir la tienda de campaña en su hogar.












Our destination on this trip was the town of Tortuguero, where you can only get by boat (or airplane). The trip is long but definatley worth it!
Tortuguero- the place of the turtles gave gave it´s name to the National Park. Here, at the beaches 4 species of sea turtles lay their eggs (it wasn´t the egglaying season when we went there, and you can officially only see it when you pay a guide). We decided on not going to the National Park (the fee was too much for our budget) but  we still enjoyed the village and it´s amazing people. 
We pitched our tent in the backyard of the boatsmen hotel, following the invitation of marinas captain- Kandall. 
The village is situated on a penninsula, in it´s narrowest part. From river to sea it´´s only about 150 meters atr some points! The beach with grey delicate sand is beautiful, but swimming is complicated here due to dangerous currants.
We did a lot of walking here- there are plenty of possibilities for that even when not entering the National Park or trying to avoid the closed area of the airport.
The best was probably the long trail all the way to La Bokana, the tip of Peninsula, where you can see the Tortuguero river jioning it´s waters with the Caribbean Sea.
The most emotional moment was finding a baby sloth, that fell of a tree (which apparently happens a lot!) and was trying (with the help of some locals) to climb back. It gave us an unique opportunity to observe this beautiful animal from very close ( all the time fightig against the temptation to just cuddle this pure baby cuteness.... )

Celem naszej długiej podróży była miejscowość Tortuguero. Miejscowość swą nazwę zawdzięcza żółwiom morskim (tortugas), które na tutejszych plażach składają jaja. Nasze odwiedziny przypadły poza sezonem składania jaj (zresztą i tak trzeba za to "widowisko" zapłacić), co nie oznacza że przybyliśmy tu nadaremno.
Cały obszar wokół Tortuguero to Park Narodowy (do którego i tak nie weszliśmy, bo wokół, poza jego bramami pełno jest naturalnych atrakcji). Częścią parku jest też odcinek rzeki, który pokonaliśmy łodzią. Łódź i samolot to jedyne środki transportu, którymi można się tu dostać a odcinek parku dostępny dla turystów jest niewielki. Natomiast najwęższa części półwyspu, na którym położone jest Tortuguero to strefa po której poruszać można się bez ograniczeń (pomijając małe lotnisko awionetek). Fauna i flora tej części półwyspu jest oczywiście identyczna, co w parku a dodatkowo trasa na kraniec półwyspu oferuje spacer po karaibskiej plaży. Kąpiel, że względu na silne prądy morskie jest skomplikowana, ale szary delikatny piasek i dziko rosnące kokosy wynagradzają te niedogodność. Trasa z wioski do cypla La Bokana to ok 8 kilometrów prowadzących plażą i lasem a na końcu wędrówki zobaczyć możemy miejsce, gdzie rzeka Tortuguero łączy się z Morzem Karaibskim.
Najbardziej emocjonującym momentem naszego pobytu w Tortuguero było spotkanie oko w oko z maleńkim leniwcem. Spadł on z drzewa (co podobno zdarza się leniwcom często!), a na kolejne miał problem się wdrapać- z pomocą przyszli mu lokalni mieszkańcy. Ta sytuacja dała nam możliwość dokładnemu przyjrzeniu się temu przepięknemu zwierzakowi, z trudnością opierając się chęci przytulenia go.
Samo miasteczko Tortuguero było też przyjemnym miejscem do spędzania czasu. W najwęższych jego odcinkach plaże od rzeki dzieli zaledwie 100-150 metrów!. Uliczki, zabudowane drewnianymi kolorowymi domkami są maleńkim labiryntem a główny plac Tortuguero w nocy tętni życiem (bardziej lokalnym niż turystycznym!). Lokalni mieszkańcy są zresztą niezwykle sympatyczni i skorzy do rozmów. Jeden z nich nawet zaprowponowal nam darmowe rozbicie namiotu przy hotelu,  w którym pracuje!