Mostrando entradas con la etiqueta Camboya. Mostrar todas las entradas
Mostrando entradas con la etiqueta Camboya. Mostrar todas las entradas

miércoles, 17 de septiembre de 2014

UNAS VECES KÂMPÛCHÉA, OTRAS CAMBOYA......

source RedDot
La primera frase que me viene a la cabeza al recordar este apasionante periplo por el Reino de Camboya, es que "¡¡Camboya es la Polla!!".
Desde el primer segundo en que cruzamos la frontera por el norte procedentes de Laos, hasta que lo abandonamos dirección Vietnam, este país nos ha regalado momentos memorables, momentos únicos.
No podríamos entender la Camboya de hoy, sin viajar en el tiempo a la época Imperial de los Jemeres, dominadores absolutos de parte del sudeste asiático por mas de seiscientos años. Digamos que el Imperio Jemer asentó los cimientos del actual Reino de Camboya.
Tras la caída del Imperio Jemer, a manos de sus vecinos del reino de Ayutthaya o los Cham allá por el siglo XV, esta tierra pasó a ser un territorio vasallo de sus diversos vecinos, para después pasar a ser protectorado francés. Tras su independencia en 1953, vendrían nuevos acontecimientos como el surgimiento de los Jemeres Rojos y el conocido conflicto camboyano-vietnamita. En su historia reciente debemos remontarnos 27 años atrás, cuando Hun Sen dió un golpe de Estado, hoy aún gobierna bajo las siglas del Partido Popular de Camboya.
Los Camboyanos intentan sobreponerse a toda su historia, y salir hacia delante de una manera alegre. Los Jemeres y las otras etnias que habitan el país tratan de sobreponerse a la pobreza, a la corrupción, desempleo o la infame explotación y prostitución infantil. No les será fácil, pero he visto tantos rostros cargados de energía y guiados por una enorme sonrisa que les deseo lo mejor.
Nuestro recorrido por Camboya estará marcado por la visita de mi querido amigo Ramón, quien se unió a nosotros durante sus vacaciones, para compartir la felicidad de viajar.¡Gracias!.
Recordaré Camboya del mismo modo que recordaré la palabra "tuk tuk", no podría entender este país sin los famosos tuk tuks persiguiéndote para llevarte a cualquier parte. Pero también recordaré este país por haberlo atravesado con amigos, por haber disfrutado de la hospitalidad de su gente, por los rostros alegres de aquellos que me saludaron o compartimos conversaciones, por sus comidas y cervezas, por sus vivos mercados, sus playas, los delfines del Mekong, las impresionantes ruinas de Angkor y por la cantidad de risas y anécdotas vividas en cada lugar.
Camboya "lleva premio", el premio de viajar a un lugar donde ni los monzones, pueden parar la amabilidad y hospitalidad de los camboyanos, donde el premio no es viajar, sino mas bien dejarte llevar......
¡GRACIAS CAMBOYA!

Cambodia was a fairytale. People were open and smiling and willing to chat all the time. The temples of Angkor were the magical touch into the natural beauty of the country. The landscapes were so different throughout the country, from the deep green forests in the north and brownish waters of Mekong to party beaches in the south, paradise - almost desert islands and the busy streets og Phnom Penh with it's golden palace roofs. So different, but still we could feel the unity. Cambodia has it all. The tragic history present in the lives of every citizen of Cambodia, could not wash away the happiness and love for life from the faces of the people we met.... 

Cambodia to świat bajki, który otworzyły dla nas gęste lasy i brązowe wody Mekongu  na północy. Magiczną atmosferę podsyciły zaplątane w korzenie drzew ruiny świątyń Angkor. Złote dachy królewskich pałaców, porośnięte ryżem i pieprzem pola i wyludnione rajskie wyspy, a nawet imprezowe plaże południa i nowoczesne, ruchliwe ulice Phnom Penh miały w sobie coś nie z tego świata. Ten bajkowy klimat Kambodża zawdzięcza pewnie swym mieszkańcom- przyjaznym, uśmiechniętym, zawsze skorym do rozmowy. Mimo, że za każdą parą oczu, z którą wymieniliśmy tu spojrzenia, skrywają się tragiczne dzieje kraju, bije od nich też niesamowita radość życia. Niezwykle przyjemnie było otaczać się ludźmi, którzy doceniają dobrodziejstwa dnia powszednie tak bardzo i tak głęboko!

FOOD


Cambodia was not the easiest country for a vegan traveller. Here they eat everything, and this everything means mixing animal products in all the dishes. Off course there is plentiful of fresh veggies and fruits at the markets for very low prizes, but the restaurant food needs adjustments, if you wish to stay herbivore:/
Cambodians are indeed omnivores, they would eat anything- which is kind of more logical then our western philosophy around food. They seem not to distinguish which anim als are ok to eat and which not- they simply eat all of them:/

Kambodża nie była najłatwiejszym krajem do przemierzania dla weganki. Je się tu wszystko, co niestety oznacza, że w większości potraw znajdziemy produkty odzwierzęce. Oczywiście pełne warzyw i owoców targowiska są dobrą alternatywą żywieniową dla mocno mięsożernych restauracji. 
Mieszkańcy Kambodży to chyba najbardziej wszystkożerna nacja świata. Je się tu dosłownie wszystko. Szczerze mówiąc takie podejście do jedzenia wydaje mi się bardziej logiczne niż 'nasze'- zachodnie, gdzie wybrane zwierzęta to domowe maskotki, a reszta to produkty spożywcze. Na bazarach w Kambodży, podobnie jak w sąsiednim Wietnamie znajdziemy zarówno insekty, jak i wszelkiego rodzaju gady i płazy. Mięso pożytkuje się do ostatniego kawałka skóry, niczego nie wyrzucając. Z rybich odpadów robi się sosy, gotuje się na nich zupy. Bardzo powszechny jest szacunek do jedzenia i darów ziemi.


happy pizza and thai-style local curry/ rozweselająca pizza i lokalne curry w tajskim stylu/ happy pizza y curry local hecho a la manera tailandesa
local farmer markets are veggie paradise/ lokalne targowiska to warzywno-owocowy  raj/ los mercados locales son un paraiso de vegetales y frutas 
:0)
 street food in literal way/ jedzenie uliczne- dosłownie/ comida callejera- literalmente
rice is the basic food/ ryż to podstawa diety/ el arroz es la base de muchas comidas.
In Cambodia they love their meat/ W Kambodży mięso jest uwielbiane/ les encanta la carne en Camboya
dry fish and meat/ suszone mięso i ryby/ carne y pescado seco
seafood and fish make a big part of the diet/ owoce morza i ryby są ważna częścią diety/ mariscos y pescado son una parte importante de la dieta
coco is added to many dishes, pickels are bizzare here but very popular/ kokos jest dodawany do wielu potraw a konserwowe warzywa nieco zaskakują- na zdjęciu kiszone w sosie rybnym ogórki, których stan ukiszenia w Polsce skazałby je dawno na śmietnik- tu są drogim rarytasem/  el coco es un condimento popular en la cocina, las verduras fermentadas son muy populares aun teniendo pinta de ser podridos.
SNACKS: crickets, taratulas, frogs, ants, snakes, snails. beetles..../ Przekąski: świerszcze, tarantule, żaby, mrówki, węże, ślimaki, chrabąszcze.../ Para picotear: grillos, tarantulas, ranas, hormigas, serpientes, caracoles, escarabajos...


NOCLEGI

In Cambodia we tried sleeping everywhere, from hotels to bamboo beach huts and the floor on a terrace- always more than comfortable:)
W Kambodży nasze noclegi były bardzo zróżnicowane- od hotelowych pokoi, poprzez zrobione z bambusa plażowe chatki aż po podłogę na wielkim miejskim tarasie. Zawsze wygodnie i tanio:)


TRANSPORT

In Cambodia it's possible to transport anything by motobike- really- ANYTHING! Even your whole family can fit in! The nightbuses are an uncomfortable nightmare, where you can end up placed in the back (the comfy seats in front are unofficialy reserved for the locals), sharing a bed with a complete stranger. The roads are a real bumpy hell- especially in the north and in the rainy season.

W Kambodży motorem można przetransportować wszystko. Nawet całą, wielodzietną rodzinę.
Nocne autobusy to niewygodny koszmar. Komfortowe miejsca na przodzie autobusów są z reguły nieoficjalnie zarezerwowane dla miejscowych. Turyści upychani są z tyłu a przy braku szczęścia autobusowe łóżko dzielić będziemy z zupełnie nam obcą osobą (w dodatku chrapiącą- spytajcie Ramona:)), a przez dziury w podłodze do autokaru dostawać się będzie kurz i piasek z drogi (spytajcie Hectora:)) lub kapać będzie woda z nieszczelnej klimatyzacji (spytajcie moją poduszkę:)).
Kambodżańskie drogi to temat na osobny post. W skrócie: to wyboiste, zakurzone piekło, szczególnie na północy i w czasie okresu deszczowego. Nie polecam osobom z chorobą komunikacyjną. Kilkugodzinna przejażdżka to dobra zabawa dla osób lubiących szybkie przejażdżki karuzelą!

even a small chapel or a whole shop fit in on a motorbike/ na motor można upchnąć wszystko od kapliczki po cały sklep/ en la moto cabe todo- desde capilla budista hasta la tienda entera
monsoon vs. tuk tuk
what baby seats?what helmets?/ że co? siodełka? kaski?/ como? que cascos? que sillas de bebe?
we had no luck to take a pic of 5-6 persons on a bike... but we saw planty of them!/ nie udało nam się sfotografować 5-6 osób na motorze, co nie oznacza,że to rzadki widok/ no tenemos fotos de 5-6 personas en misma moto, pero eso no significa que son casos raros!
filling up the fuel from a pepsi bottle and negotiating prizes with tuk tuks/ tankowanie benzyny z butelki po pepsi i negocjacje cen tuktuka/ hechando gasolina desda le botella de pepsi y negociando precios de tuk tuk

local transport
OTHERS/ TAKIE TAM/ OTROS

typical houses, the one in the middle has a family grave just in front/ typowe domy, ten w środku ma nawet własny grób rodzinny/ las casas tipicas, la del medio tiene la tumba familiar en frente.
anywhere is good for a siesta.../ drzemkę można sobie uciąć wszędzie.../ cualquier lugar es bueno para la siesta...
... you can also pass time playing chinese chess/ ... w wolnym czasie można też trzasnąć partyjkę chińskich szachów/ ... o para echar una partida de ajedrez chino.

anywhere is good for working: even a beach for a pedicure/ pracować można wszędzie, nawet robiąc pedicure na plaży/ la pedicura se puede hacer también en la playa.
religion is an important part of life (left: almsgiving at a local shop)/ religia to ważna część życia (po lewej: ceremonia proszenia o jałmużnę przed sklepem)/la religión tiene mucha importancia en la vida de los Camboyanos (a la izquierda: los monjes pidiendo la limosna delante de una tienda)
Cambodia has the biggest and loudest Geckos we have ever seen and heard:)/ Kambodżańskie gekony są chyba najwięszkymi i najgłośniejszymi jakie widzieliśmy i słyszeliśmy/ los geckos en Camboya son los mas grandes y ruidosos que hemos visto o escuchado
:)

domingo, 7 de septiembre de 2014

KEP-KOH THONSAY....MI CUMPLEAÑOS EN UNA ISLA.

Era 15 de agosto, cumplía 34 años y el viaje me regalaba el mejor destino posible, pasarlo en "La isla del Conejo"o localmente llamada Koh Thonsay.
Desde Kampot nos habíamos ido a Kep y desde allí cogimos una barca para irnos a dicha isla. Es una isla casi despoblada, varias familias de pescadores viven en la isla y aprovechan para además de la pesca, ofrecer a los pocos turistas que vienen a pernoctar, bungalows a bajo precio ,comidas y masajes.
Desde el mismo momento que vimos la isla de cerca con su increíble playa, supimos que estábamos llegando a un lugar idóneo tanto para celebrar mi cumpleaños, como para disfrutar de una bonita experiencia.
Nos alojamos en unos bungalows, y tan pronto como nos pusimos a pasear por la playa un grupo de camboyanos que celebraba una escapada de trabajo nos invitó a unirnos a ellos, nos invitaron a un sin fin de cervezas y cangrejos.....¡¡¡mi cumpleaños comenzaba!!!
Ya no había vuelta atrás, esta isla nos estaba regalando todo, incluso la tranquilidad de no tener ni tan siquiera electricidad. Pudimos bañarnos en sus aguas cristalinas, comer en los chiringuitos familiares típicas comidas caseras e incluso de regalarnos un masaje a pie de playa. Estábamos disfrutando de lo lindo este sitio.
Durante la tarde brindamos con unos amigos alemanes y nos dejamos llevar por el ritmo calmado de la isla, por un atardecer tan hermoso como plácido y por una cena amigable bajo el ruido de las olas........el final sería apoteósico, decidimos bañarnos con la noche bien entrada, y ¡sorpresa! cuando entramos al agua y la movíamos salían chispas de luz, estábamos ante un espectáculo que jamas habíamos visto, el viaje me regalaba por mi cumpleaños un regalo en forma natural, el descubrir algo asombroso. 
Eran ni mas ni menos que las conocidas "chispas de mar", y que son un plancton bioluminiscente que flota en aguas saladas y que brilla al ser molestado, vamos que tienen la capacidad de producir y emitir luz propia, y por supuesto la capacidad de hacer de un cumpleaños un recuerdo imborrable.
























Kep

What better place can you imagine to celebrate a birthday, then a paradise island, that you have almost for yourself? We spent Hectors 34th birthday on Koh Thonsay, better known as Rabbit Island. During the day, there are some tourist boats visitig the islands, but most of the people don't stay for the night, so just before the sunset the island becomes deserted... only a few bungalows and the couple of island restuarants have some guests. No internet, no tv, looong breaks in electricity.  Sandy beach, clear water, palm trees, hammocks and a lot of free time... Perfect! We really fell in love with this tiny, beautiful island!
On Hectors birthday we got invited by a group of camboian bankers to join their pick nick and than enjoyed some chilled beers at the beach with the german-greek couple Julia and Strato.
The real highlight of the night was the glowing plankton that we had the luck to see while we were night swimming. It was like having stars both above our heads and swimming in the water between our fingers, sometimes staying on our wet skin for a split of a second. Magic.
And while saying goodbye to Cambodia, we spent some time on the beautiful beach of Kep.

Szorcik: Chyba nie ma lepszego urodzinowego scenariusza, niż spędzenie tego dnia na rajskiej wyspie? Hectorowe urodziny przypadły własnie na dzień naszej wizyty na wyspie Koh Thonsay, zwanej też wyspą Królika. Co prawda w ciągu dnia przebywa tu trochę turystów, większość z nich jednak po kilku godzinach wraca na stały ląd. Wieczorem wyspa pustoszeje.
Nie ma tu internetu, telewizji, prąd rzadziej jest niż go nie ma. Jest za to biała piaskowa plaża, przejrzysta woda, palmy, hamaki i mnóstwo wolnego czasu. Chyba nie można się nam dziwić, że bez pamięci zakochaliśmy się w tym miejscu?
Same urodziny były całkiem wesołe. Grupa bankierów mających na Koh Thonsay firmowy piknik, zaprosiła nas, abyśmy do nich dołączyli (a Hector z radością przyjął także porcje świeżych krabów, Ramon i ja zadowoliliśmy się zimnym piwem...). Wieczór, kiedy na wyspie pozostała zaledwie garstka turystów, w większości skupionych w kilku wyspiarskich restauracjach, upłynął nam szybko i bardzo przyjemnie w towarzystwie pary niemiecko- greckiej, Julii i Strato.
A najbardziej zaskakującym elementem wieczoru było odkrycie luminescencyjnego planktonu podczas nocnej kąpieli w oceanie. Dziwne i piękne to uczucie mieć wokół ciszę, nad głowami gwieździste niebo i przepływającą między palcami ich namiastkę- świetliste iskierki, które gasną przy najmniejszej próbie ich schwytania.... Magia!
A na zakończenie naszej przygody z Kambodżą mieliśmy jeszcze odrobinę czasu, aby nacieszyć się rewelacyjną plażą w Kep.